Archiwum 28 listopada 2003


lis 28 2003 O szczesciu
Komentarze: 1

Mam pewna slabosc. Kazdy jakas ma... Czekolada jest moim nalogiem a czytanie kolorowych babskich gazet - slaboscia...

Przeczytalam niedawno w jednym z takich babskich kolorowych pism, na okladce ktorych zawsze jest jakas piekna, slawna i bogata kobieta ubrana w bardzo droga sukienke bardzo znanego projektanta, artykul o szczesciu. Nie szczesciu spowodowanym droga sukienka czy byciem slawna, jak kobieta z okladki, ale takim prawdziwym, radosnym byciu szczesliwa... O cieszeniu sie z drobiazgow, sprawianiu sobie malych radosci i patrzeniu z optymizmem w przyszlosc. O szczesciu, ktore moze miec kazdy z nas jesli tylko sie postara. O tym, ktore jest tak blisko, ze juz sam fakt tej bliskosci jest powodem do zadowolenia. Gdy czytalam ten artykul pomyslalam sobie, ze ja tez jestem taka szczesciara!.. Wierze w siebie, wierze w swoje marzenia oraz ich spelnienie, ufnie patrze przed siebie a porazki zamieniam w sukces... A przede wszystkim wierze w to, ze nawet jesli spotka mnie cos przykrego - nastepnym razem los bedzie laskawszy i szczescie usmiechnie sie do mnie...

Bardzo chce byc w zyciu szczesliwa, robic rzeczy, ktore daja mi radosc i przynosza wiele satysfakcji, spotykac na swej drodze zyczliwych ludzi i spelnic swoje marzenia. Najblizszym jest to, by nauczyc sie piec pierniki. Wiem, ze mi sie uda :-)

Mam pewna slabosc. A moja sila jest to, ze umiem sie do niej przyznac... i uczynic z niej atut. Male kobiece slabostki zawsze sa atutami, jesli tylko nie szkodza innym - procz portfeli ich mezczyzn ;-)

p.s. Dostalam 6 z referatu o Kopenhadze. Pisalam go kilka dni wczesniej. To jest dzis moj maly, prywatny powod do szczescia...

piernikowadziewczyna : :